HeaderSearchForm

Plener w Bieszczadach

Zimowy plener organizowany w górach przez Zarząd Główny to doroczna tradycja ZPFP. Dzięki uprzejmości Dyrekcji Bieszczadzkiego Parku Narodowego w tym roku ruszyliśmy na połoniny i w dzikie doliny Bieszczadów. W tygodniu poprzedzającym nasz przyjazd w górach było już właściwie przedwiośnie, jednak szczęście się do nas uśmiechnęło. Od czwartku temperatura spadała, a śniegu napadało tyle, że rankiem przetarcie górskich szlaków wymagało nie lada wysiłku! Zima utrzymała się do niedzieli, dając nam szansę (czasem jedyną) nacieszyć się tą znikającą porą roku…    
Nietrudno zgadnąć, że największą popularnością cieszyły się świty i zachody słońca na obu połoninach i na Tarnicy. Większość z nas odwiedziła też bieszczadzkie wodospady a nawet okolice Tarnawy w Dolinie Górnego Sanu, gdzie grupka szczęściarzy zobaczyła wilka. Wieczorami oglądaliśmy zdjęcia, pokazy i relacje z fotograficznych wypraw. Plener udał się znakomicie!   
O niezapomnianych momentach sam na sam z naturą, zabawnych sytuacjach i przygodach poza kadrem opowiadają plenerowiczki i plenerowicze.
Całą noc sypał śnieg… hojnie, jak to w Bieszczadach. Prognozy pokazywały, że koło godziny 9-10 chmury się rozstąpią i błyśnie światełko. Warto by było do tego czasu wdrapać się gdzieś wyżej - ot, choćby na Caryńską. To przecież niedaleko. A jednak - zima pokazała, co to znaczy względność odległości. Szlak, który normalnie przemierzałam w 1,5 godziny, tego ranka w magiczny sposób wydłużył się do kilku godzin. Rakiety śnieżne zapadały się w świeżym puchu. Każdy krok kosztował wysiłek. Za mną szedł Radek, który nie mając nawet rakiet - zapadał się jeszcze głębiej. Wydawało się, że nigdy nie dotrzemy do górnej buczyny i że już nigdy nie wyjdzie słońce. Zawsze nad głową będzie tylko mgła, wiatr i śnieg… a jednak, udało się! Buczyna cała w bieli, a ponad nią - połonina z coraz szerszym widokiem. W chwili, kiedy wyszliśmy ponad ścianę lasu - chmury zaczęły uciekać, tworząc atrakcyjne światłocienie. Wspaniały spektakl, który tym bardziej cieszył, że okupiony wielkim zmęczeniem. Cudownie było poczuć taką zimę - towar jakże deficytowy w dzisiejszych czasach.
Katarzyna Gubrynowicz, Okręg Podlaski
Plener w Bieszczadach tym razem pozwolił na dwukrotne spotkanie z zachodem Księżyca niemal dokładnie o wschodzie słońca.  Szczególne wrażenie zrobił na mnie ten moment, kiedy w nocy wchodziłem samotnie na Tarnicę. Tęgi mróz, dużo śniegu i jasno prawie jak w dzień. Szlak rozświetlony tylko światłem Księżyca, długie cienie buków. Nie użyłem ani razu czołówki, nie było takiej potrzeby. Momenty odpoczynku i nasłuchiwania leśnej nocy. Cisza, mój oddech i bicie serca. Przed świtem wyszedłem ze strefy lasu i zobaczyłem wielką tarczę Księżyca zbliżającą się do wierzchołka połoniny. Ten widok dodał mi sił, szybko poszedłem jeszcze w górę żeby mieć lepszą perspektywę. Zrobiłem kilka zdjęć a potem stałem i patrzyłem jak Ona znika za horyzontem. Ona - bo Księżyc jest kobietą - tak twierdzą Indianie - Babcia Księżyc.
Jerzy "Jerz" Łaźniewski, Okręg Warmińsko-Mazurski
Pogoda nam dopisała, mogliśmy zobaczyć i sfotografować prawdziwą zimę z dużą ilością białego puchu. Podejście przed świtem na Połoninę Wetlińską było nieco "hardcorowe", bo padał obfity śnieg, ale za to drzewa wyglądały fantastycznie, a korony buków ubrane były w białe koronki- zdjęcie nr1. Po wyjściu ze strefy lasu przywitał nas bardzo silny wiatr. Widoczność momentami była mocno ograniczona, bo wiatr przesuwał grube chmury, przenosił śnieg i ledwo było widać kijki wytyczające szlak. Na połoninie pogoda była mocno dynamiczna, co ilustrują załączone 2 zdjęcia, a po zejściu na dół wiatr rozgonił chmury i słońce doświetliło bajkowy krajobraz - zdjęcie 4. Wyprawa na Połoninę Wetlińską poprzez trudne warunki i ciekawe zdjęcia była najbardziej udana, ale generalnie cały plener fotograficzny był świetny. Fantastyczna zimowa pogoda, zgrane towarzystwo i znakomita lokalizacja pleneru.
Elżbieta Rogaczewska, Okręg Mazowiecki
Na zimowy plener do Wołosatego przyjechałem spóźniony. W piątkowy ranek góry przywitały mnie słońcem i wiatrem, mróz uzupełnił zimowy klimat... Już po drodze próbowałem zrobić kilka zdjęć, aby wprowadzić się w zimowy nastój. Z wiekiem coraz trudniej przychodzi mi zmienić na zawołanie stan umysłu.... z codziennej gonitwy, na spokój i wyciszenie, tak dla mnie niezbędne w trakcie fotografowania.
W sobotę rano byłem już wyluzowany... ale wkrótce okazało się, że zanadto. Gdy Andrzejowi akumulator odmówił posłuszeństwa, postanowiłem użyczyć mu prądu z mojego auta, Zygmunt pożyczył kable... Ja dzielnie podłączyłem kable, lecz pomyliłem plus z minusem... i tak kable Zygmunta zostały spalone. Dobrze, że w samochodach nic się nie stało... a Zygmunt dostanie ode mnie nowe kable.... jak tylko wybierze, jakie.
Plenerowy luz... Strasznie lubię tan stan ducha!
Janusz Wojcieszak, Okręg Śląski
 
parent menu item not found: "130"